wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 3.

Rozdział 3.

                Dni mijały szybciej, z dnia na dzień coraz szybciej. Mamy już połowę wakacji za sobą,ale nie mam zamiaru ich marnować... - powiedziała Majka.
Jej praca z Remondem teraz to czysta przyjemność, jeżdżą co dzień na cordeo na pławienia, bawią się życiem...,ale nie o tym teraz będę wam mówić.
Pamiętacie to co wydarzyło się pare dni temu? To,że padok był otwarty i, że linka nie była na swoim miejscu? Ta sytuacja się powtórzyła,ale tym razem trafiłam na trop,który mam nadzieję doprowadzi mnie do końca tej dziwnej zagadki. Ostatnim razem jak znowu ta sytuacja się powtórzyła szłam za śladami, a były to ślady, no wyglądały na końskie kopyta! Doszłam do naszego zalewu i tam już sladów nie było.... Jeżeli to koń,dziki koń to nie chcę myśleć co się stanie...,ale z drugiej strony fajnie byłoby przygarnąć kolegę/koleżankę dla Remonda.
Pewnego upalnego dnia postanowiłam popracować z Remondem na ujeżdżalni, pojeździć na krytej ujeżdżalni, by nam te cholerne owady nie dokuczały! Wyczyściłam go, założyłam czaprak potem siodło i tranzelkę, oraz ochraniacze i wybraliśmy się na jazdę. Jazda była przyjemna, Remond jak na hucka uwielbia latać z jeźdzcem więc nasz rekord (dzisiejszego dnia) wyniósł 100cm, jestem z niego strasznie dumna! Popracowaliśmy jeszcze na drągach oraz skok-wyskok. Remond tak się starał, że normalnie go nie poznaję.... Kochany jest! Zdjęłam siodło, założyłam halter i wyjeżdżamy z ujeżdżalni a tam co? Kary koń wszedł na nasz padok i się przypatruje nam, gdy nas zobaczył zaczął uciekać...
- Remond, Remond ! jedziemy! odgadniemy zagadkę otwartego padoku! - powiedziała Majka do swojego przyjaciela. Dodała mu łydki i ruszyli szybkim galopem za uciekinierem. Dogonili Go przy lasku, tam karuch się zatrzymał. Zdenerwowany patrzył na Remonda, ale nie był agresywny. Zsiadłam i podeszłam do nieznajomego mi konia. Okazało się, że jest to klacz, rasy mi nie znanej, ale wysoka nie była, jakieś 160cm w kłębie, może i mniej, nie wiem... Pogłaskałam Ją, a Remond z wielką zazdrością podszedł do nas. Klacz go obwąchała i przyjaźnie się nastawiła do niego.
- No i co ja z Tobą teraz ślicznotko zrobię, co? - powiedziała do siebie Maja.
- No nic Remond, będziesz miał koleżankę, dwa konie to nie jest dużo roboty, a boksy mamy wolne i miejsce również jest! To co! Idziemy do domu... - mówiąc to Majka zdjęła 'cordeo' i przypięła do kantara Karej Klaczy a Remond szedł przy nich bardzo zaciekawiony...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz