Rozdział 1.
~ WSTĘP O NAS .
Miałam swoje jedyne marzenie jedno, które chciałam by się spełniło...
Chciałabym by po prostu te wszystkie kłotnie, które teraz są w domu, w
stajni, na podwórku by ZNIKNĘŁY. Rozpłynęły się jak bańka... Niestety to
nie jest wszystko takie proste. Wszystko powodują moi rodzice. Nigdy
nie potrafili się dogadać! Nie liczyli się z moim słowem, never. Moim
najlepszym miejscem na spędzanie czasu jest stajnia przy domu, w której
mieszka mój przyjaciel ! Nazywa się Remond. Remond jest to wałach
huculski,który jest wyjątkowy! Ma niepodrobiony charakter, po prostu
kocham Go takiego jakim jest ! Znam się z nim dopiero jakiś rok. A ja?
Ja jestem zwykłą normalną dziewczyną zakochaną w końskim świecie. Mam na
imię Majka i mam dopiero 15 lat...
Rozdział 2.
~ początki .
Zawsze byłam zafascynowana w świecie końskim. Zawsze interesowały mnie
te zwierzęta. Swoją osobowością takie jakie są.. Nie jestem jakąś tam
wielką naturalistką, ale cenie bardzo zabawę z Remondem. Nie wyobrażam
sobie jeździć, jeździć i jeździć w kółko... Zaczęło to by być uciążliwe,
a zabawa jest dla nas odprężeniem. Czymś co możemy robić w wolnym
czasie...
Idę żwawym krokiem do kuchni uświadomić moich (kłócących) się rodziców, że wychodzę do Remonda i nie wiem o której wrócę...
- Mamo...
- Mamo...
- Mamo możesz na chwilę mnie posłuchać !?
- Słucham Cię dziecko ? Co się stało ? - powiedziała zdenerwowana Matka.
- Wychodzę do Remonda. Nie wiem o której wrócę. Nie czekajcie na mnie z obiadem.
- Dobrze, tylko uważaj na siebie... - rzekła.
A od kiedy Ją interesuje moje bezpieczeństwo ? Nigdy wcześniej nie
mówiła bym była ostrożna przy swoim koniu... A zresztą! Idę do mojego
przyjaciela tam gdzie jest cisza i spokój, w końcu będę mogła
odpocząć...Ehh...
Kilka metrów za stajnią stało się coś dziwnego. Dzień jak codzień...
Remond na wybiegu passie się, ale coś mi tu nie gra.... Dlaczego padok
jest otwarty ? Dlaczego uwiąz leży na drabince skoro ostatni raz
używałam go jako 'cordeo' i zostawiłam w stajni ? Coś jest podejrzane...
Idę się rozejrzeć, ale biore ze sobą Remonda ! Wzięłam linkę leżącą na
drabince założyłam na szyję swojemu przyjacielowi i wsiadłam. Spokojnie
patrzyłam czy nic podejrzanego nie ma... No wygląda na to, że nikogo ani
nic tu nie było.. Dziwne...
- To jest jakiś zbieg okoliczności. Pewnie ja nie zamknęłam padoku, bo
się śpieszyłam do stajni a uwiąz pewnie zostawiłam po ternie... Dziwne
to wszystko,ale cóż ! Remondzik jedziemy na przejażdżkę! - powiedziała.
Ruszyli w stronę swojej ulubionej polanki. Ruszyli żwawym galopem prosto
przed siebie. Majka rozłożyła ręce a Remond? Rozluźnił się całkowicie i
biegł z głową przy ziemi...
- kocham Cię koniu, kocham swoje życie, kocham koński świat ! - krzyczała podczas jazdy.
Wybiegali się i wrócili do domu. Poćwiczyli swoje ulubione sztuczki, czyli : stęp hiszpański, ukłon,klękanie i kładzenie.
- jesteś bardzo zdolny Remond. Kocham Cię gniada kuleczko. A teraz chodź
do stajni. Tam czeka na Ciebie sianko i woda... - powiedziała do
swojego przyjaciela.
Ruszyli do stajni, posiedzieli razem i Majka wróciła do domu.
Wchodząc do domu słyszała kłotnie dalszą rodziców... Nie chciała tego
słuchać więc poszła do swojego pokoju bez przywitania. Wzięła szybki
prysznic. Spojrzała na Remonda przez okno i położyła się spać...- Boże
co ja bym bez niego zrobiła, kocham Go najmocniej na świecie!... -
powiedziała przed snem a pare minut później... Zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz