Rozdział 4.
Gdy doszliśmy już do domu rodzice wylecieli z domu na przywitanie, nie kłócąc się już... Czyżby domowy spór się zakończył? Oby.. -pomyślała Majka. Rodzice szli w stronę Remonda i Majki, oraz nieznanego im konia... Ze zdziwieniem mama pyta córkę :
- Majka. A co to za karuch? - pyta zaciekawiona mama.
- Mamo... To jest klacz, nie znam jej imienia,ale opowiadałam Ci o tym otwartym padoku itd, prawda? No i właśnie to ten łobuz! Widziałam ją dzisiaj jak stała na padoku,a my z Remondem pojechaliśmy za nią... Nie jest agresywna, polubiła się z Remondem... Myślałam, żeby ją przygarnąć... Miejsce mamy, a i tak wcześniej czy później musielibyśmy kupić dla Remonda kolegę lub koleżankę.. To jak, może u nas zostać? - zapytała.
- Jasne,że może córeczko! Remond potrzebuje towarzystwa, a ona wydaje się być bardzo przyjazna. Weź ich na padok, posprzątaj w stajni i przygotuj boks dla nieznajomej, a konie niech się do siebie przyzwyczajają. -powiedziała.
- dziękuję Mamo, tak zrobię. - po czym od razu zaprowadziła konie na padok.
W stajni już wszystko było przygotowane, siano czekało na oba konie i kolacja również. Czyli to co Remond kocha najbardziej : Marchew, suchy chleb, owies, buraki... Miejmy nadzieję, że naszej podopiecznej zasmakuje... No cóż! idę po konie! -powiedziała do siebie.
Idzie żwawym krokiem na padok a tam co? Konie leżą, głowa oparta jedna na drugim i śpią... Jeju, jacy oni są słodcy.... -powiedziała. Chyba się polubili? No cóż, przyniosę im tutaj kolację, dam siana do siatki i dziś będą spać na padoku... W końcu są wakacje i jest ciepło po co mają się gnieździć w stajni... Tak jak powiedziała tak zrobiła. Przypatrywała się na jedzące towarzystwo i była z siebie dumna,że zrobiła Remondowi taką niespodziankę... Dała mu koleżankę!
- No cóż moi mili. Będzie trzeba wymyślić imię dla naszej karej klaczki! Ale pomyślimy o tym jutro. Mam dla was jutro niespodziankę, gdzieś pojedziemy.. Tak, Ty też ślicznotko. Nie wiem czy jesteś zajeżdżona,ale będziesz szła przy nas. Pojedziemy w jedno ciekawe miejsce, a wieczorem będziemy razem się zastanawiać dla Ciebie nad imieniem... - powiedziała Majka do Remonda i karej Klaczki.
Ucałowała oba konisie, wyprzytulała i poszła do domu. Wzięła szybki prysznic, wyjrzała za okno... Zagwizdała do koni a one zarżały jakby chciały powiedzieć Dobranoc, śpij dobrze... Uśmiechnęła się i położyła do łóżka.
- tak bardzo się cieszę, że ich mam.. Wspaniałe konie. -powiedziała na dobranoc a pare minut później, zasnęła...
środa, 27 marca 2013
wtorek, 12 marca 2013
Rozdział 3.
Rozdział 3.
Dni mijały szybciej, z dnia na dzień coraz szybciej. Mamy już połowę wakacji za sobą,ale nie mam zamiaru ich marnować... - powiedziała Majka.
Jej praca z Remondem teraz to czysta przyjemność, jeżdżą co dzień na cordeo na pławienia, bawią się życiem...,ale nie o tym teraz będę wam mówić.
Pamiętacie to co wydarzyło się pare dni temu? To,że padok był otwarty i, że linka nie była na swoim miejscu? Ta sytuacja się powtórzyła,ale tym razem trafiłam na trop,który mam nadzieję doprowadzi mnie do końca tej dziwnej zagadki. Ostatnim razem jak znowu ta sytuacja się powtórzyła szłam za śladami, a były to ślady, no wyglądały na końskie kopyta! Doszłam do naszego zalewu i tam już sladów nie było.... Jeżeli to koń,dziki koń to nie chcę myśleć co się stanie...,ale z drugiej strony fajnie byłoby przygarnąć kolegę/koleżankę dla Remonda.
Pewnego upalnego dnia postanowiłam popracować z Remondem na ujeżdżalni, pojeździć na krytej ujeżdżalni, by nam te cholerne owady nie dokuczały! Wyczyściłam go, założyłam czaprak potem siodło i tranzelkę, oraz ochraniacze i wybraliśmy się na jazdę. Jazda była przyjemna, Remond jak na hucka uwielbia latać z jeźdzcem więc nasz rekord (dzisiejszego dnia) wyniósł 100cm, jestem z niego strasznie dumna! Popracowaliśmy jeszcze na drągach oraz skok-wyskok. Remond tak się starał, że normalnie go nie poznaję.... Kochany jest! Zdjęłam siodło, założyłam halter i wyjeżdżamy z ujeżdżalni a tam co? Kary koń wszedł na nasz padok i się przypatruje nam, gdy nas zobaczył zaczął uciekać...
- Remond, Remond ! jedziemy! odgadniemy zagadkę otwartego padoku! - powiedziała Majka do swojego przyjaciela. Dodała mu łydki i ruszyli szybkim galopem za uciekinierem. Dogonili Go przy lasku, tam karuch się zatrzymał. Zdenerwowany patrzył na Remonda, ale nie był agresywny. Zsiadłam i podeszłam do nieznajomego mi konia. Okazało się, że jest to klacz, rasy mi nie znanej, ale wysoka nie była, jakieś 160cm w kłębie, może i mniej, nie wiem... Pogłaskałam Ją, a Remond z wielką zazdrością podszedł do nas. Klacz go obwąchała i przyjaźnie się nastawiła do niego.
- No i co ja z Tobą teraz ślicznotko zrobię, co? - powiedziała do siebie Maja.
- No nic Remond, będziesz miał koleżankę, dwa konie to nie jest dużo roboty, a boksy mamy wolne i miejsce również jest! To co! Idziemy do domu... - mówiąc to Majka zdjęła 'cordeo' i przypięła do kantara Karej Klaczy a Remond szedł przy nich bardzo zaciekawiony...
Dni mijały szybciej, z dnia na dzień coraz szybciej. Mamy już połowę wakacji za sobą,ale nie mam zamiaru ich marnować... - powiedziała Majka.
Jej praca z Remondem teraz to czysta przyjemność, jeżdżą co dzień na cordeo na pławienia, bawią się życiem...,ale nie o tym teraz będę wam mówić.
Pamiętacie to co wydarzyło się pare dni temu? To,że padok był otwarty i, że linka nie była na swoim miejscu? Ta sytuacja się powtórzyła,ale tym razem trafiłam na trop,który mam nadzieję doprowadzi mnie do końca tej dziwnej zagadki. Ostatnim razem jak znowu ta sytuacja się powtórzyła szłam za śladami, a były to ślady, no wyglądały na końskie kopyta! Doszłam do naszego zalewu i tam już sladów nie było.... Jeżeli to koń,dziki koń to nie chcę myśleć co się stanie...,ale z drugiej strony fajnie byłoby przygarnąć kolegę/koleżankę dla Remonda.
Pewnego upalnego dnia postanowiłam popracować z Remondem na ujeżdżalni, pojeździć na krytej ujeżdżalni, by nam te cholerne owady nie dokuczały! Wyczyściłam go, założyłam czaprak potem siodło i tranzelkę, oraz ochraniacze i wybraliśmy się na jazdę. Jazda była przyjemna, Remond jak na hucka uwielbia latać z jeźdzcem więc nasz rekord (dzisiejszego dnia) wyniósł 100cm, jestem z niego strasznie dumna! Popracowaliśmy jeszcze na drągach oraz skok-wyskok. Remond tak się starał, że normalnie go nie poznaję.... Kochany jest! Zdjęłam siodło, założyłam halter i wyjeżdżamy z ujeżdżalni a tam co? Kary koń wszedł na nasz padok i się przypatruje nam, gdy nas zobaczył zaczął uciekać...
- Remond, Remond ! jedziemy! odgadniemy zagadkę otwartego padoku! - powiedziała Majka do swojego przyjaciela. Dodała mu łydki i ruszyli szybkim galopem za uciekinierem. Dogonili Go przy lasku, tam karuch się zatrzymał. Zdenerwowany patrzył na Remonda, ale nie był agresywny. Zsiadłam i podeszłam do nieznajomego mi konia. Okazało się, że jest to klacz, rasy mi nie znanej, ale wysoka nie była, jakieś 160cm w kłębie, może i mniej, nie wiem... Pogłaskałam Ją, a Remond z wielką zazdrością podszedł do nas. Klacz go obwąchała i przyjaźnie się nastawiła do niego.
- No i co ja z Tobą teraz ślicznotko zrobię, co? - powiedziała do siebie Maja.
- No nic Remond, będziesz miał koleżankę, dwa konie to nie jest dużo roboty, a boksy mamy wolne i miejsce również jest! To co! Idziemy do domu... - mówiąc to Majka zdjęła 'cordeo' i przypięła do kantara Karej Klaczy a Remond szedł przy nich bardzo zaciekawiony...
rozdział 1,2.
Rozdział 1.
~ WSTĘP O NAS .
Miałam swoje jedyne marzenie jedno, które chciałam by się spełniło... Chciałabym by po prostu te wszystkie kłotnie, które teraz są w domu, w stajni, na podwórku by ZNIKNĘŁY. Rozpłynęły się jak bańka... Niestety to nie jest wszystko takie proste. Wszystko powodują moi rodzice. Nigdy nie potrafili się dogadać! Nie liczyli się z moim słowem, never. Moim najlepszym miejscem na spędzanie czasu jest stajnia przy domu, w której mieszka mój przyjaciel ! Nazywa się Remond. Remond jest to wałach huculski,który jest wyjątkowy! Ma niepodrobiony charakter, po prostu kocham Go takiego jakim jest ! Znam się z nim dopiero jakiś rok. A ja? Ja jestem zwykłą normalną dziewczyną zakochaną w końskim świecie. Mam na imię Majka i mam dopiero 15 lat...
Rozdział 2.
~ początki .
Zawsze byłam zafascynowana w świecie końskim. Zawsze interesowały mnie te zwierzęta. Swoją osobowością takie jakie są.. Nie jestem jakąś tam wielką naturalistką, ale cenie bardzo zabawę z Remondem. Nie wyobrażam sobie jeździć, jeździć i jeździć w kółko... Zaczęło to by być uciążliwe, a zabawa jest dla nas odprężeniem. Czymś co możemy robić w wolnym czasie...
Idę żwawym krokiem do kuchni uświadomić moich (kłócących) się rodziców, że wychodzę do Remonda i nie wiem o której wrócę...
- Mamo...
- Mamo...
- Mamo możesz na chwilę mnie posłuchać !?
- Słucham Cię dziecko ? Co się stało ? - powiedziała zdenerwowana Matka.
- Wychodzę do Remonda. Nie wiem o której wrócę. Nie czekajcie na mnie z obiadem.
- Dobrze, tylko uważaj na siebie... - rzekła.
A od kiedy Ją interesuje moje bezpieczeństwo ? Nigdy wcześniej nie mówiła bym była ostrożna przy swoim koniu... A zresztą! Idę do mojego przyjaciela tam gdzie jest cisza i spokój, w końcu będę mogła odpocząć...Ehh...
Kilka metrów za stajnią stało się coś dziwnego. Dzień jak codzień... Remond na wybiegu passie się, ale coś mi tu nie gra.... Dlaczego padok jest otwarty ? Dlaczego uwiąz leży na drabince skoro ostatni raz używałam go jako 'cordeo' i zostawiłam w stajni ? Coś jest podejrzane... Idę się rozejrzeć, ale biore ze sobą Remonda ! Wzięłam linkę leżącą na drabince założyłam na szyję swojemu przyjacielowi i wsiadłam. Spokojnie patrzyłam czy nic podejrzanego nie ma... No wygląda na to, że nikogo ani nic tu nie było.. Dziwne...
- To jest jakiś zbieg okoliczności. Pewnie ja nie zamknęłam padoku, bo się śpieszyłam do stajni a uwiąz pewnie zostawiłam po ternie... Dziwne to wszystko,ale cóż ! Remondzik jedziemy na przejażdżkę! - powiedziała.
Ruszyli w stronę swojej ulubionej polanki. Ruszyli żwawym galopem prosto przed siebie. Majka rozłożyła ręce a Remond? Rozluźnił się całkowicie i biegł z głową przy ziemi...
- kocham Cię koniu, kocham swoje życie, kocham koński świat ! - krzyczała podczas jazdy.
Wybiegali się i wrócili do domu. Poćwiczyli swoje ulubione sztuczki, czyli : stęp hiszpański, ukłon,klękanie i kładzenie.
- jesteś bardzo zdolny Remond. Kocham Cię gniada kuleczko. A teraz chodź do stajni. Tam czeka na Ciebie sianko i woda... - powiedziała do swojego przyjaciela.
Ruszyli do stajni, posiedzieli razem i Majka wróciła do domu.
Wchodząc do domu słyszała kłotnie dalszą rodziców... Nie chciała tego słuchać więc poszła do swojego pokoju bez przywitania. Wzięła szybki prysznic. Spojrzała na Remonda przez okno i położyła się spać...- Boże co ja bym bez niego zrobiła, kocham Go najmocniej na świecie!... - powiedziała przed snem a pare minut później... Zasnęła.
~ WSTĘP O NAS .
Miałam swoje jedyne marzenie jedno, które chciałam by się spełniło... Chciałabym by po prostu te wszystkie kłotnie, które teraz są w domu, w stajni, na podwórku by ZNIKNĘŁY. Rozpłynęły się jak bańka... Niestety to nie jest wszystko takie proste. Wszystko powodują moi rodzice. Nigdy nie potrafili się dogadać! Nie liczyli się z moim słowem, never. Moim najlepszym miejscem na spędzanie czasu jest stajnia przy domu, w której mieszka mój przyjaciel ! Nazywa się Remond. Remond jest to wałach huculski,który jest wyjątkowy! Ma niepodrobiony charakter, po prostu kocham Go takiego jakim jest ! Znam się z nim dopiero jakiś rok. A ja? Ja jestem zwykłą normalną dziewczyną zakochaną w końskim świecie. Mam na imię Majka i mam dopiero 15 lat...
Rozdział 2.
~ początki .
Zawsze byłam zafascynowana w świecie końskim. Zawsze interesowały mnie te zwierzęta. Swoją osobowością takie jakie są.. Nie jestem jakąś tam wielką naturalistką, ale cenie bardzo zabawę z Remondem. Nie wyobrażam sobie jeździć, jeździć i jeździć w kółko... Zaczęło to by być uciążliwe, a zabawa jest dla nas odprężeniem. Czymś co możemy robić w wolnym czasie...
Idę żwawym krokiem do kuchni uświadomić moich (kłócących) się rodziców, że wychodzę do Remonda i nie wiem o której wrócę...
- Mamo...
- Mamo...
- Mamo możesz na chwilę mnie posłuchać !?
- Słucham Cię dziecko ? Co się stało ? - powiedziała zdenerwowana Matka.
- Wychodzę do Remonda. Nie wiem o której wrócę. Nie czekajcie na mnie z obiadem.
- Dobrze, tylko uważaj na siebie... - rzekła.
A od kiedy Ją interesuje moje bezpieczeństwo ? Nigdy wcześniej nie mówiła bym była ostrożna przy swoim koniu... A zresztą! Idę do mojego przyjaciela tam gdzie jest cisza i spokój, w końcu będę mogła odpocząć...Ehh...
Kilka metrów za stajnią stało się coś dziwnego. Dzień jak codzień... Remond na wybiegu passie się, ale coś mi tu nie gra.... Dlaczego padok jest otwarty ? Dlaczego uwiąz leży na drabince skoro ostatni raz używałam go jako 'cordeo' i zostawiłam w stajni ? Coś jest podejrzane... Idę się rozejrzeć, ale biore ze sobą Remonda ! Wzięłam linkę leżącą na drabince założyłam na szyję swojemu przyjacielowi i wsiadłam. Spokojnie patrzyłam czy nic podejrzanego nie ma... No wygląda na to, że nikogo ani nic tu nie było.. Dziwne...
- To jest jakiś zbieg okoliczności. Pewnie ja nie zamknęłam padoku, bo się śpieszyłam do stajni a uwiąz pewnie zostawiłam po ternie... Dziwne to wszystko,ale cóż ! Remondzik jedziemy na przejażdżkę! - powiedziała.
Ruszyli w stronę swojej ulubionej polanki. Ruszyli żwawym galopem prosto przed siebie. Majka rozłożyła ręce a Remond? Rozluźnił się całkowicie i biegł z głową przy ziemi...
- kocham Cię koniu, kocham swoje życie, kocham koński świat ! - krzyczała podczas jazdy.
Wybiegali się i wrócili do domu. Poćwiczyli swoje ulubione sztuczki, czyli : stęp hiszpański, ukłon,klękanie i kładzenie.
- jesteś bardzo zdolny Remond. Kocham Cię gniada kuleczko. A teraz chodź do stajni. Tam czeka na Ciebie sianko i woda... - powiedziała do swojego przyjaciela.
Ruszyli do stajni, posiedzieli razem i Majka wróciła do domu.
Wchodząc do domu słyszała kłotnie dalszą rodziców... Nie chciała tego słuchać więc poszła do swojego pokoju bez przywitania. Wzięła szybki prysznic. Spojrzała na Remonda przez okno i położyła się spać...- Boże co ja bym bez niego zrobiła, kocham Go najmocniej na świecie!... - powiedziała przed snem a pare minut później... Zasnęła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)